Menu

wtorek, 21 lipca 2015

Ryucon 2015 czyli jak pytać przypadkowych ludzi o drogę?

Tym razem nie będzie potrójnego tytułu, w tej notce skupię się tylko na jednym wydarzeniu, które niby było planowane, a niby wypadło całkiem przypadkowo.
Może najpierw czym tak właściwie jest Ryucon. Jest to spotkanie miłośników i sympatyków kultury japońskiej czyli po prostu konwent. To takie miejsce gdzie spotykają się wszyscy fani Mangi i Anime.
Od czerwca planowałam tam jechać, aczkolwiek moje plany były nie do końca pewne mimo tego że miałam już opłaconą wejściówkę i zarezerwowane miejsce na sleep roomach. Tydzień przed konwentem były bardzo niskie szanse, że tam pojadę, mogę się nawet pokusić o stwierdzenie że były zerowe. W każdym razie, w dniu konwentu gdzieś tak koło 14 dowiedziałam się, że jednak jadę i to nie sama, a z bratem :) Wróciliśmy do domu i miałam dosłownie 20 minut żeby się spakować. Zdążyłam na autobus o 16:30 z przesiadką w Zawierciu. Autobus przesiadkowy odjeżdżał z Zawiercia o 17:04, a ja miałam tam być o 17:20 więc troche nie fajnie. Zapowiadało się, że będę czekać godzinę na kolejny autobus do Krakowa. Zbieg okoliczności że przyjechałam do Zawiercia o 17:18, a autobus przesiadkowy spóźnił się o 15 minut i był o 17:19. Cudem zdążyliśmy i razem z bratem koło 17:20 byliśmy już w drodze do Krakowa.
Wysiadaliśmy na dworcu głównym, oczywiście nie obyło się bez wizyty w Galerii Krakowskiej i odwiedzenia kfc...
Na miejsce całego eventu zebraliśmy się gdzieś koło 19 i w tym miejscu zaczynają się schody.
"Gdzie mamy dojechać?", "Którym autobusem?", "O której jedziemy?", "Na którą mniej więcej tam będziemy?", "Są tam jakieś sklepy w ogóle?", "Gdzie w ogóle to jest?" = NIE WIEM.
Mój brat nagle okazał się być świetny w denerwowaniu mnie głupimi pytaniami. Nie żeby przez całe życie było odwrotnie. Pomocny okazał się kolega, którego X miesięcy temu poznałam przez internet, a który jest właśnie z Krakowa. Wysłał mi zdjęcie całej trasy z jakiejś strony internetowej. Dzięki temu brat przestał zadawać pytania, a ja mniej więcej wiedziałam, w który typ miejskiej wsiąść.
Kiedy jeszcze było napisane, na którym przystanku i w który tramwaj/autobus/kij wie co wsiąść, to było dobrze. Później kiedy trzeba było zacząć iść zaczęły się problemy. "Przepraszam Panią bardzo, w którą stronę należy iść żeby dojść na ulicę xxx ileś tam?" - to było moje podstawowe pytanie, ponieważ mój brat wlókł się za mną i narzekał na ból pleców i na to, że będzie mu się tam cholernie nudzić.
Na Ryu dotarliśmy mniej więcej na 20-21. Od razu pierwsze kogo zobaczyłam to moje dobre znajome z Częstochowy (Z tego miejsa serdecznie pozdrawiam i przepraszam za tyle kłopotu ;-; )
Kolejki do biletów praktycznie nie było (no może ze 4 osoby), więc akredytacja przeszła dosyć gładko. Zaraz potem ogarnęliśmy swoje sleeproomy i mogłam już ruszać na wystawy. Mój brat dostał w ręce informator, a następnie okazało się że całą noc go nie było, bo miał swoje zajęcia, panele itp i jednak znalazł sobie coś co go zainteresowało :)
Cały konwent minął mi po prostu zajebiście, mimo tego, że nie odwiedziłam ani jednego panelu. Spotkałam Dema (kolejny konwent, kolejne komiksy), kupiłam sobie przypinki, mangę i zjadłam pizze z najlepszymi osobami :)
Widziałam się ze starymi znajomymi z Magnificonu, a przy okazji osobę, którą tam poznałam i bardzo mi się podobała, ale nie miałam wtedy zbytniej odwagi żeby coś z tym zrobić. Na Ryu poznałam  świetnych ludzi np. Vivid Cosplay, Konewa Cosplay oraz Najlepszą ekipę z Magi ever <3
Spotkałam również osobę, która również mi się podoba, a na samym początku wykazywała zerowe zainteresowanie moją osobą, nawet w sumie mało rozmawialiśmy, ale po konwencie jakoś tak nam się częściej to zdarza :)
Mam bardzo dużo zdjęć z Ryu, aczkolwiek jeszcze większość z nich do mnie nie dotarła, co wkrótce mam nadzieję, że się zmieni :)
Jeśli miałabym oceniać ten konwent to będzie to takie 9/10 - brakowało tego CZEGOŚ. Nie wiem czego, ale czegoś na pewno.
Jak już piszę, to w sumie chcę podziękować paru osobom za uczynienie tego konwentu najzajebistszym na świecie.
*Adzi, najlepszą Kougyoku jaką widziałam <3
*Ewie, która zrobiła genialną Yamu (Ps. Dzięki za naukę ze SAO) :*
*Soni, za bycie moim pieskiem/kotkiem i bff który nosił mnie na sesji <3
*Misi, która była moją naj Morgianą ever (i też nosiła mnie na sesji xD )
*Alicji, za zrobienie cudnej Luki z niteczką xD
*Gosi, za tego Badou któremu plotłam kłosa <3
*Kasi i Marcie, za to, że w ogóle zaproponowały mi żeby jechać na Ryu i zrobić cosplay z Magi
*Damianowi, za wszystko i za nic :)
*Ludziom z eurobiznesu. Dzięki, że mój brat zniknął na całą noc!
*I wszystkich, których spotkałam, ale nie wymieniłam (Przebaczcie, alzhaimer się objawia ;-;)
To tyle jeśli chodzi o konwent,
Do następnej :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wakacje, Katowice i wyjazdy

Ogólnie jeśli tak zaczynać, to przepraszam, ale strasznie długo mnie tu nie było. Umówmy się, że nie będę pisać notek z przymusu, ani jakoś regularnie, po prostu wtedy kiedy najdzie mnie ochota, to napiszę :)
Simply.
Do rzeczy, wakacje się zaczęły, szał ciał i w ogóle. Pomijam pogodę, która chyba nie do końca wie, który miesiąc tak właściwie mamy, no bywa...
Nie mam pojęcia co zamierzam robić w te wakacje. Mam niby parę wyjazdów, ale zwykle tylko max 4 dni więc będę mieć dużo czasu na spanie i opierdalanie się.
Jedyną rzeczą, która się w moim życiu zmieniła to szkoła czyli Katowice :) Zostałam przyjęta do tego liceum, do którego tak cholernie bardzo chciałam się dostać. Wieść ta dotarła do mnie kiedy jadłam obiad na obozie muzycznym w górach (Więcej o tym opowiem potem). Siedząc przy stole zadzwonił telefon i zostałam poinformowana przez moją Madre, że przyjęli mnie do szkoły. Z miejsca zaczęłam się drzeć i płakać jednocześnie, lata praktyki darcia mordy wreszcie się przydały.  Przyjęli mnie w sumie cudem bo miałam tylko o 4,70 punktów więcej niż wynosił próg punktowy. Zabawnie :')
Ogólnie to nie mogę się doczekać, aż dostanę wszystkie książki itp. Ta niepewność czy sobie tam w ogóle poradzę dobija. Ale mam również świadomość, że mam obok siebie osoby, które wierzą w to że nie dam sobie tam wejść na głowę :)
Dobra, to teraz o tych nieszczęsnych obozach muzycznych. Nie ma co tu dużo mówić w sumie. Miałam zajebiste osoby w pokoju, i ogólnie było cudownie. Pogoda wakacyjna, basen przed schroniskiem = idealnie <3
Dlaczego muzyczne? A no dlatego, że jestem bardzo do muzyki przywiązana, a na takim obozie mogę zapisać się na naukę dowolnego instrumentu. W tym roku był wokal i gitara elektryczna (Umiem zagrać początek z Guns n' Roses - Sweet Child O Mine). Oprócz zajęć z instrumentami mamy wycieczki różnego typu np. do muzeum Żywca.
Nie ma tam zasięgu więc nie można codziennie męczyć kogoś 4h przez telefon. Jedyna forma takiej komunikacji to jeśli rodzice/ktokolwiek inny zadzwoni do Ciebie na numer stacjonarny ośrodka :)
Internet jest, dlatego od czasu do czasu można wejść na fb lub ściągnąć sobie jakąś muzykę.
Takie coś jest po prostu cudowne i serio polecam każdemu pojechać chociaż raz :)
To w sumie wszystko co chciałam wam powiedzieć aktualnie.
Soo, do przeczytania w następnej :)))

piątek, 15 maja 2015

Egzaminy, liceum i konwent!

Jest niecały miesiąc po egzaminach, wspaniały mam refleks nieprawdaż?
Ale do rzeczy. Znacie taki zabawny paradoks, że jesteście pewni czegoś w 100%, a efekt końcowy jest taki, że wychodzi wam to gorzej od tego, czego nie byliście pewni, ani trochę? :')
Welcome to my world
Nie rozumiem, jak mogłam napisać matematykę i historię lepiej od przedmiotów przyrodniczych. NIE WIEM.
Jak mogłam tak spie*dolić polski
Jak mogłam tak bardzo zawalić ten egzamin
Co sie ze mną stało
Lament, płacz,
Manifesty leniwych bułek


Do rzeczy.

Egzaminy próbne poszły mi ogólnie duuużo lepiej niż te właściwie. Zależność matmy i przyrodniczych polega na tym, że tak bałam się matematyki, że uczyłam sie jej non stop. A przyrodnicze zlałam z wymówką "będą łatwe, umiem to".
Wszystko w temacie.
Z racji tego, że totalnie zawaliłam egzamin, to chodzę teraz zestresowana, że nie przyjmą mnie do liceum. Wszyscy powtarzają "wyluzuj","uda sie","może nie zjebałaś, wyniki dopiero w czerwcu"
A więc odpowiadam
1. Nie umiem
2. Nie wierzę
3. Wiem, że zawaliłam, ja to czuje
Tak dla ogólnej informacji mówię, iż jestem cholernie strachliwą i podatną na stres osobą (internetowy psycholog pozdrawia). Moim ostatnim ratunkiem są oceny.
A wszyscy dobrze wiemy jak wygląda poprawianie ocen... 
Wiecie co? Pomińmy temat moich ocen i ich poprawiania. Chce jeszcze kilka dni żyć w sielance.

Ostatnią, jakże wspaniałą częścią tematu jest konwent! A dokładniej XIII edycja Magnificonu EXPO <3 Do niedawna miałam 100% pewności że tam pojadę, teraz z przyczyn firmowo-rodzinno-biznesowych jest tylko 60% szans, że się tam znajdę :') (Przykro tak bardzo). W każdym razie, z okazji konwentu zamówiłam sobie koloryzujące soczewki kontaktowe, które przybyły do mnie dokładnie wczoraj <3 Zdążyłam je już mieć założone, oczywiście paradowałam w nich przez cały dzień. Pomijając fakt, że jestem chora i chodziłam w nich tylko po domu, to nieistotne. Liczy się satysfakcja <3
Z racji, iż w sumie wyczerpałam temat do 0 (przynajmniej wg mnie), to się z Wami żegnam :)
Do przeczytania w następnej :)

poniedziałek, 23 marca 2015

Nowa gra, Hamulce i Egzaminy!

Mieliście kiedyś tak, że pobraliście sobie grę i maniaczyliście w nią non-stop mimo tego że była ona tak cholernie denerwująca? Jak tak to pozdrawiam, mam tak teraz, a jak nie to pobierzcie "Geometry Dash" 
 * 27 podejście - 27 raz rozwalona o kwadracik... t e n   s a m   k w a d r a c i k. *
Ogólnie to grę wyczaiłam jak oglądałam Multiego (linki niżej) Wku*wiał się jak nie wiem, więc stwierdziłam, że może ja sobie zagram, bo dlaczego by nie. Pomijając fakt że jestem jeszcze bardziej nerwowa od niego i dostaje cholery w tym momencie już, ale to nie ważne tak, pomińmy to.
1. Odcinek 1
2. Odcinek 2
3. Odcinek 3
I w sumie, mimo tego że gra jest tak bardzo denerwująca, to jest nawet fajna. Ma zajebistą oprawę graficzną, fajna muzyka, sterowanie ogólnie też spoko (no dużo sterowania tam nie ma, bo klikasz i skaczesz - cała filozofia). Do oceniania gier się ogólnie nie nadaję (nie ukrywajmy, w tej dziedzinie dupa jestem i tyle), ale gdybym miała oceniać, to dałabym takie 9/10. Czemu 9? Nie wiem. Po prostu czegoś mi w tej grze brakuje. Nie jest nudna ani nic z tych rzeczy, ale to jeszcze nie jest to do czego śmiało mogłabym dać 10.
Zresztą, czym ja tak właściwie się zajmuje jak mam za niecały miesiąc egzaminy. Widać jakie mam do tego cudowne podejście. Nie no tak właściwie, to czasami mam takie dni w których jest "zryw" pt. "O ku*wa, przecież egzaminy za niedługo". Wtedy siadam do tych arkuszy co mi szefowa kupiła i zrobię ze dwa, trzy zadania testy. I w sumie na tym kończy się moja nauka do egzaminów. Powinnam sie bardziej do tego przyłożyć, albo moje plany będzie można określać marzeniem ściętej głowy (co w sumie już można tak określać).
Jako odskocznię od gry i egzaminów chciałam znaleźć sobie zajęcie (na wstępie przypominam że mam słomiany zapał do wszystkiego co zaczynam). Tym zajęciem okazały się być rolki. Obejrzałam parę filmików na yt i spodobało mi się jak oni jeżdżą. Zafascynowana stwierdziłam "przecież to nic trudnego, też tak umiem" (no, no, tyś zdatna na rolki idiotko). Pierwszym błędem jaki zrobiłam na wstępie, było to że odkręciłam sobie hamulec "no, bo skoro tamci potrafią bez hamulca i żyją to ja też". Ubrałam te biedne rolki na nogi, wyszłam na ulicę, rozpędziłam się i... w tym dokładnie momencie nastąpiła panika, ponieważ nie obejrzałam zapomniałam jak się hamuje (moje szczęście, bo w około są znaki i drzewa). Jak już się cudem zatrzymałam, to siadłam na chodniku i obejrzałam ten filmik z hamowaniem. Zrobiłam jeszcze kilka kilometrów (nie obyło się bez 9834534823 upadków) i jeszcze nie będąc kaleką do końca życia wróciłam do domu. Jak na razie to było moje jedyne wyjście na rolki w tym sezonie, ale dosyć fajna pogoda jest dzisiaj więc zapowiada się ciekawie. Życzcie mi żebym się nie rąbnęła w łeb, bo będzie ze mną jeszcze gorzej niż już jest.
Idę się denerwować dalej przy grze, także no.
Żegnam się i do następnej notki ;)

P.S
Jest was już 115! Cieszę się w *uj bardzo i dziękuję za każde wejście, każdemu z osobna! :3
Do następnej notki ;3

piątek, 27 lutego 2015

50 Twarzy Greya, Postanowienia - nie tylko na nowy rok i Top 10 ulubionych piosenek :)

Siemka! Ulubieńcy pewnie będą jakoś w przyszłym tygodniu, ale stwierdziłam że głupio będzie jeśli będę milczeć przez prawie 3 tygodnie nie? Dobra, przejdźmy do tematu. 50 Twarzy Greya - filmu nie oglądałam, bo by mnie pewnie do kina nie wpuścili, bo 16 mam tylko rocznikowo. Mam zamiar przeczytać książki, ale to dopiero w marcu jakoś :) Co mnie tknęło akurat na to? Z reguły nie lubię czytać i oglądać tego co jest aktualnie popularne, ale jak usłyszałam że "Love me like you do" (Ellie Goulding) jest właśnie z tego filmu to strasznie chciałam to obejrzeć. Stwierdziłam, że najpierw przeczytam książki a dopiero potem zabiorę się za filmy. Po mojemu mądra decyzja, więc czekam teraz do marca na książki :3

 No piękne po prostu...

Co do postanowień, to uważam, że nie tylko na nowy rok można się zmieniać więc nie dawno powiedziałam sobie, że znajdę więcej znajomych. Zaczęłam od okolicy, w której się znajduję. Wiele osób w moim wieku mieszka niedaleko mnie, a z większością zwyczajnie nie mam kontaktu, ba nawet ich nie znam. Fajnie jest mieć dużo znajomych chociażby dlatego, że zawsze jest z kim pogadać albo gdzieś wyjść. Zamierzam odnowić stare znajomości, nawiązać nowe i naprawić te, które jakoś się zepsuły. Ogólnie, zaczynam od nowa praktycznie :) 
Dobra! No to topka piosenek, myślę że w tych 10 na pewno każdemu coś się spodoba :)
Nie będę się rozpisywać na ich temat, wystarczy ich posłuchać :)

1. Secondhand Serenade - Never too late


2. Avril Lavigne - Give you what you like


3. L.U.C ft. K. Prońko, K2, Mesajah - W związku z tym


4. Ellie Goulding - Love me like you do


5. Kodaline - All I want


6. Kodaline - High Hopes


7. Olly Murs - Up ft. Demi Lovato


8. Sia - You're never fully dressed without a smile


9. Cheryl - I don't care


10. Kwabs - Walk


Na dzisiaj to tyle :) Następnym postem na 100% będą ulubieńcy i na 200% będą w przyszłym tygodniu ;3
Żegnam się :)

niedziela, 8 lutego 2015

Don't Starve, Fotoblog i Super ważna sprawa!

Tym razem nietypowo zacznijmy od końca tematu :)
Otóż super ważną sprawą są nakrętki :) Jeśli jest ktoś z okolicy Szczekocin, i zbiera nakrętki to dajcie mi znać! Facebook, komentarz na insta, ask, twitter, gg (8846536) - cokolwiek :) 
Zbieramy z koleżanką na leczenie i rehabilitację kolegi. W wyniku porażenia prądem i upadku z dużej wysokości leży w szpitalu w ciężkim stanie. Więc jeśli ktoś ma nakrętki, bo zbiera czy coś, niech da znać :)
__________
Przejdźmy do reszty tematu, 
Don’t Starve – przygodowa gra akcji z rysunkową grafiką, której premiera odbyła się 23 kwietnia 2013 roku na platformach Windows, Linux i OS X oraz 7 stycznia 2014 roku na PlayStation 4
Producent: Klei Entertainment
Tak dokładnie, wszystko spisane z wikipedii. Ale pomińmy to, chodzi o to że ta gra jest tak świetna, że aż uzależniająca. Maniaczę już 5 dzień i dalej nie mam dosyć, no ale życie realne wzywa. Grafika jest świetna - rysowana. Niżej kilka screenów :)






Kliknij żeby zobaczyć bliżej ;)



Świetna gra i wciąga na długo! Kto lubi takie przygodówki to polecam serio! :D



A co do kolejnej części tematu to odnowiłam fotobloga :) Odnowiłam, ponieważ go miałam ale dawno tam nic nie dodawałam. Usunęłam wszystkie posty i zaczęłam od nowa, więc jeśli kogoś to interesuje to zapraszam :)

http://photoblog.pl/seventysevens

sobota, 31 stycznia 2015

Warszawa, Kaśka i Złote Tarasy

Pierwsze słowo w tytule sugeruje to, że wczoraj byłam w Warszawie. Nie wyspałam się w ogóle, bo jak wróciłam ze szkolnej choinki, to było koło 22, a jak położyłam się spać była 23. Spałam w sumie 3 godziny, bo o 2:40 (tak budzik nie zadzwonił. Znowu.) musiałam wstać, żeby znaleźć się wcześniej pod szkołą i zająć dobre miejsca w busie. Co w sumie i tak nic nie dało, bo w 1/4 drogi nastąpiła roszada i formacja 1-2, 3-2 i siedziałam gdzieś indziej. Drogę do Wa-wy spędziłam w tak banalny sposób, że bardziej sie chyba nie da - znalazłam kogoś kto śpi pod oknem, rąbnęłam komuś innemu poduszkę i ułożyłam się na 2 siedzeniach + przejściu, włożyłam słuchawki do uszu i poszłam spać. Oczywiście dużo nie pospałam, bo ktoś super inteligenty otworzył okno, zgarnął śnieg z dachu i zaczął rzucać wszystkim śpiącym za koszulkę/w stanik. No to tego ....
Jak już byliśmy na miejcu tj. Centrum Kopernika (boże ile jeszcze razy będziemy tam jechać z wycieczką) to mieliśmy z 3 godziny łażenia po stałych wystawach, z czego godzinę spędziłyśmy z koleżanką siedząc po prostu na stołówce. Gdzieś tak koło 12 miałyśmy iść na warsztaty z biologii, ale zbiórka była tak trochę tylko za wcześnie i staliśmy przed laboratorium koło 10 min. W każdym bądź razie, na warsztatach było zaje*iście. Ogólnie zabawa z mikroskopami i wykonywanie preparatów do oglądania pod mikroskopem i tyle odczynników i w ogóle zaje*ioza. (jeśli to czytacie, to musicie wiedzieć, że moimi ulubionymi przedmiotami w szkole jest głównie chemia, biologia, i języki obce, ale to ostatnie nie ma związku z niczym o czym będę tu pisać) Ogólnie żałuję, że nie można było iść na dwa typy warsztatów bo poszłabym na biologię i na chemię, no ale nie żałuję, że poszłam na biologię :) Przechodząc do "Kaśki" to chodzi o to, że na warsztatach oglądaliśmy rozwielitkę pod mikroskopem. Była taka super słodka, że nazwałam ją Kaśka. Przy drugim stole, była kolejna rozwielitka, ale tamci nazwali ją Steve (zapamiętajcie to imię!). Po czym na końcu jak już nam zabrali rozwielitki, to prowadząca wytłumaczyła po czym rozpoznać płeć rozwielitki. Okazało się iż Kaśka była Steve'm a Steve był Kaśką... A potem, Kaśka umarła (czyli Steve, no chodzi o rozwielitkę przy drugim stole), a dokładniej została brutalnie zamordowana bo jedna z dziewczyn przy tamtym stole zrzuciła ją ze szkiełka. A ona była w ciąży i mogła mieć cudowne życie... 
Po wyjściu z warsztatów, poszliśmy na obiad. Tak jak się spodziewałam mięso było zupełnie niezjadliwe <3 . Kontynuując, po obiedzie, wyszliśmy z Kopernika i poszliśmy zwiedzać Łazienki i otoczenie (dobra, przyznaje się, zapomniałam jak nazywał się ten park obok łazienek. Park łazienkowski?). Zmarzłam jak szczur, ale to nie ważne, potem przenieśliśmy sie na Plac Zamkowy i obeszliśmy wszystko dookoła. Kiedy już wszyscy zmarznięci wrócili do tego autokaru i dziękowali Bogu, że przewodnik już skończył gadać to pojechaliśmy do Złotych Tarasów (bo nam trochę czasu wolnego zostało). Pierwsze co wszyscy (włącznie ze mną) zrobili to odwiedzili toalety. Potem poszłam na jedzenie, ale w sumie to nie jadłam nic na miejscu tylko kupiłam sobie kanapkę w Subway'u i miałam na drogę :) Potem jak to ja, obowiązkowo trzeba było odwiedzić empik. Kupiłam sobie książkę "Zac & Mia" - A.J Betts. Zapłaciłam za nią tak realnie 8 zł, bo resztę kasy wymieniłam z punktów payback (jednak opłaca się to zbierać ^^) w każdym razie, mieliśmy 1,5h czasu wolnego, nie dużo jak na taką galerię, ale nie wybrzydzam. Załatwiłam co potrzeba i poszłam na zbiórkę. W sumie ledwo wszyscy weszli do autokaru to zaczęła się zabawa :) Znowu roszada 1-2, 3-2 ale już siedziałam gdzie indziej niż poprzednio. Jeśli chodzi o ścisłość to w drodze powrotnej nikt nie spał (ominęłaby go kolejka eka) więc zawsze było z kim gadać :) I to w sumie opis całej wycieczki, bez zbędnych szczegółów (zanudziłabym was gdybym je dodała). Nie wiem czy przeczytaliście wszystko, ale jeśli tak to serio gratuluje, bo ja zwątpiłabym już przy Centrum Kopernika haha. 
To w sumie wszystko co chciałam wam powiedzieć, miałam to przemilczeć, ale troche głupio by było :)
To Narka :))

piątek, 23 stycznia 2015

Empik, umieranie i Złodziejka.

Tak na początek, zauważyłam, że polubiłam tytuły w formie "coś, coś jeszcze i coś innego", taka forma ciekawie obwieszcza to o czym będę pisać w notce. Swoją drogą dawno nie pisałam, więc wypadałoby wreszcie coś dodać. Poza tym. 30 wejść! Mój osobisty sukces :3 Dziękuję ♥
Wracając do tytułu, *ekhem*
We wtorek byłam sobie z dziadkiem w empiku po mój spóźniony prezent imieninowy (19.01) tak go nazwałam wracając do domu, bo w sumie nie do końca tak miało być ;) Miało być tak, że kupię sobie jedną książkę, bądź dwie za swoje własne pieniądze, ale kiedy weszłam tam z dziadkiem i przyniosłam książki, które bym chciała, to on zapytał co tak mało. Ja taki zonk, "dziadek no co ty dajesz, nie mam tyle hajsu" no ale poszłam i przyniosłam więcej książek, (7 jeśli chodzi o ścisłość). Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym "skoro kazałeś więcej, to chyba za to zapłacisz prawda?" no spoczko. Poszliśmy do kasy, jak zobaczyłam cenę.. wiecie co, pomińmy temat ceny, o takich rzeczach etykieta każe nie mówić. Powiem tylko że baaaardzo przekroczyła mój własny planowany książkowy budżet. No ale jak dziadziu nalega :). W każdym razie, jak już z empika wyszliśmy, stwierdził że to mój prezent od nich na imieniny. Kochany ♥ (Oczywiście na mojej liście książek do kupienia są kolejne aktualizacje, ale znowu będę na nie sama zbierać)
Wśród perełek które kupiłam znalazły się

  • Papierowe Miasta - John Green
  • Gwiazd Naszych Wina - John Green
  • Pamiętnik Narkomanki - Barbara Rosiek
  • Zostań jeśli kochasz - Gayle Forman
  • Złodziejka Książek - Markus Zusak
Tej ostatniej pozycji dotyczy trzecia część tytułu. Złodziejkę próbowałam czytać już dużo wcześniej w angielskiej wersji w PDF'ie, ale jakoś mi nie szło nie wiem czemu, (hmm. może dlatego, że do czytania książek trzeba mieć angielski na wyższym poziomie niż powiedzieć, że pogoda jest ładna, a kot jest biało czarny?) potem próbowałam ją przeczytać w polskiej wersji, wciąż w PDF'ie, ale na to nie miałam czasu, a nie chciałam wyglądać na taką burżujkę, że chodzę wszędzie z tabletem, który tak de facto, nie jest mój. Ałć. 
No ale dalej, wreszcie kupiłam ją w normalnej książkowej wersji! I wreszcie mogę ją do końca przeczytać! (Postęp: 201 str/492 str) 
A jeśli chodzi o moje umieranie, to chodzi o to, że jestem chora i czuję się tak okropnie, że nic tylko umierać ♥ ale mam jeden plus mojego umierania i leżenia w łóżku zakatarzona, z bólem głowy i brzucha. Jaki? Mogę sobie w świętym spokoju poczytać, co za chwilę będę robić :3
Notka wydaje się być dosyć długa i wiem że większości z was nawet nie będzie się chciało czytać jej do końca (wiem bo mnie samej by się nie chciało), ale i tak dzięki, że chociaż próbujecie :) (o ile próbujecie). 
Może w następnej notce, (o ile będę umiała) wstawię jakąś koślawą recenzję Złodziejki Książek :) 
A jak na razie, to wracam do czytania.
Żegnam się ;3

czwartek, 8 stycznia 2015

Powrót do rzeczywistości, zderzenie z ziemią i 4 na semestr.

Siemka,
Jak się zapewne wszyscy domyślają, powrotem do rzeczywistości jest szkoła. Nie dam żadnej minki, bo wcale się z tego nie cieszę, a bólu i żalu nie da się wyrazić żadną emotikonką. Zderzeniem z ziemą była kartkówka z biologii zaraz po powrocie do szkoły na 3 lekcji. No jak miło :)
I o ile wspomniałam o biologii, to 4 na semestr będę mieć z niemieckiego. Jędza powiedziała wczoraj, że jeśli napiszę zaległy sprawdzian na 5 to będę mieć tę pierdzieloną 5 na koniec. Jako że mi zależy i że jestem dobrym dzieckiem i grzecznym oczywiście, to sie k*rwa uczyłam tak. Całą noc się k*rwa uczyłam. Następnego dnia w szkole, na chyba 4 lekcji miałam niemiecki, i byłam super przygotowana. WSZYTKO SZLAG TRAFIŁ. Jędza dała mi inny test :)
Gdybym pisała tylko ja, to oczywiście nie miałabym pretensji tak, bo miała prawo, tyle ze razem ze mną pisały 4 inne osoby. Super, że one dostały sprawdzian na jedną kartkę, do tego same zamknięte zadania (no te na a, b, c co można wszystko strzelać), a ja dostałam 3 kartki zadań otwartych (w ciul pisania). Uwielbiam tę nauczycielkę. Oczywiście nie, że sie nie umiem odezwać, bo zapytałam dlaczego mam inny test. "Bo tak" - jeśli nauczyciel odpowiada ci w ten sposób, znaczy że masz już się zamknąć, bo jego to nie obchodzi i ciebie też nie powinno <3
Wielbię naszą szkołę.

A z trochę innych spraw.
Mamy styczeń! A to oznacza ulubieńców miesiąca. Nie, nie będzie ich teraz, zrobię taką notkę może jutro ew. w weekend.
Na razie, przekażę tylko tyle że zabrałam się za "Książkowe wyzwanie 2015" :)
Można się spodziewać, że jako ja, nie będę zadowolona z 27 wyzwań, więc wydrukowałam sobie dwa wyzwania książkowe :)
 Powiększcie to sobie, bo tak to mało co widać w sumie.


W każdym bądź razie wypełniłam już kilka zadań z tego czyli:
•Książka, której akcja rozgrywa się w Boże Narodzenie : "W Śnieżną Noc" ~ John Green 
•Książka na podstawie której powstał film : "Gwiazd Naszych Wina" ~ John Green
•Książka z numerem w tytule : "19 razy Katherine" ~ John Green

I jak na razie to tyle ;) Jak można się chyba domyślić John Green to mój ulubiony autor, uwielbiam jego książki. Pisze w bardzo młodzieżowym stylu i łatwo się to czyta, a tym samym jego książki mają świetną fabułę <3

Spadam, bo chemia. Pa :)