Menu

sobota, 31 stycznia 2015

Warszawa, Kaśka i Złote Tarasy

Pierwsze słowo w tytule sugeruje to, że wczoraj byłam w Warszawie. Nie wyspałam się w ogóle, bo jak wróciłam ze szkolnej choinki, to było koło 22, a jak położyłam się spać była 23. Spałam w sumie 3 godziny, bo o 2:40 (tak budzik nie zadzwonił. Znowu.) musiałam wstać, żeby znaleźć się wcześniej pod szkołą i zająć dobre miejsca w busie. Co w sumie i tak nic nie dało, bo w 1/4 drogi nastąpiła roszada i formacja 1-2, 3-2 i siedziałam gdzieś indziej. Drogę do Wa-wy spędziłam w tak banalny sposób, że bardziej sie chyba nie da - znalazłam kogoś kto śpi pod oknem, rąbnęłam komuś innemu poduszkę i ułożyłam się na 2 siedzeniach + przejściu, włożyłam słuchawki do uszu i poszłam spać. Oczywiście dużo nie pospałam, bo ktoś super inteligenty otworzył okno, zgarnął śnieg z dachu i zaczął rzucać wszystkim śpiącym za koszulkę/w stanik. No to tego ....
Jak już byliśmy na miejcu tj. Centrum Kopernika (boże ile jeszcze razy będziemy tam jechać z wycieczką) to mieliśmy z 3 godziny łażenia po stałych wystawach, z czego godzinę spędziłyśmy z koleżanką siedząc po prostu na stołówce. Gdzieś tak koło 12 miałyśmy iść na warsztaty z biologii, ale zbiórka była tak trochę tylko za wcześnie i staliśmy przed laboratorium koło 10 min. W każdym bądź razie, na warsztatach było zaje*iście. Ogólnie zabawa z mikroskopami i wykonywanie preparatów do oglądania pod mikroskopem i tyle odczynników i w ogóle zaje*ioza. (jeśli to czytacie, to musicie wiedzieć, że moimi ulubionymi przedmiotami w szkole jest głównie chemia, biologia, i języki obce, ale to ostatnie nie ma związku z niczym o czym będę tu pisać) Ogólnie żałuję, że nie można było iść na dwa typy warsztatów bo poszłabym na biologię i na chemię, no ale nie żałuję, że poszłam na biologię :) Przechodząc do "Kaśki" to chodzi o to, że na warsztatach oglądaliśmy rozwielitkę pod mikroskopem. Była taka super słodka, że nazwałam ją Kaśka. Przy drugim stole, była kolejna rozwielitka, ale tamci nazwali ją Steve (zapamiętajcie to imię!). Po czym na końcu jak już nam zabrali rozwielitki, to prowadząca wytłumaczyła po czym rozpoznać płeć rozwielitki. Okazało się iż Kaśka była Steve'm a Steve był Kaśką... A potem, Kaśka umarła (czyli Steve, no chodzi o rozwielitkę przy drugim stole), a dokładniej została brutalnie zamordowana bo jedna z dziewczyn przy tamtym stole zrzuciła ją ze szkiełka. A ona była w ciąży i mogła mieć cudowne życie... 
Po wyjściu z warsztatów, poszliśmy na obiad. Tak jak się spodziewałam mięso było zupełnie niezjadliwe <3 . Kontynuując, po obiedzie, wyszliśmy z Kopernika i poszliśmy zwiedzać Łazienki i otoczenie (dobra, przyznaje się, zapomniałam jak nazywał się ten park obok łazienek. Park łazienkowski?). Zmarzłam jak szczur, ale to nie ważne, potem przenieśliśmy sie na Plac Zamkowy i obeszliśmy wszystko dookoła. Kiedy już wszyscy zmarznięci wrócili do tego autokaru i dziękowali Bogu, że przewodnik już skończył gadać to pojechaliśmy do Złotych Tarasów (bo nam trochę czasu wolnego zostało). Pierwsze co wszyscy (włącznie ze mną) zrobili to odwiedzili toalety. Potem poszłam na jedzenie, ale w sumie to nie jadłam nic na miejscu tylko kupiłam sobie kanapkę w Subway'u i miałam na drogę :) Potem jak to ja, obowiązkowo trzeba było odwiedzić empik. Kupiłam sobie książkę "Zac & Mia" - A.J Betts. Zapłaciłam za nią tak realnie 8 zł, bo resztę kasy wymieniłam z punktów payback (jednak opłaca się to zbierać ^^) w każdym razie, mieliśmy 1,5h czasu wolnego, nie dużo jak na taką galerię, ale nie wybrzydzam. Załatwiłam co potrzeba i poszłam na zbiórkę. W sumie ledwo wszyscy weszli do autokaru to zaczęła się zabawa :) Znowu roszada 1-2, 3-2 ale już siedziałam gdzie indziej niż poprzednio. Jeśli chodzi o ścisłość to w drodze powrotnej nikt nie spał (ominęłaby go kolejka eka) więc zawsze było z kim gadać :) I to w sumie opis całej wycieczki, bez zbędnych szczegółów (zanudziłabym was gdybym je dodała). Nie wiem czy przeczytaliście wszystko, ale jeśli tak to serio gratuluje, bo ja zwątpiłabym już przy Centrum Kopernika haha. 
To w sumie wszystko co chciałam wam powiedzieć, miałam to przemilczeć, ale troche głupio by było :)
To Narka :))

piątek, 23 stycznia 2015

Empik, umieranie i Złodziejka.

Tak na początek, zauważyłam, że polubiłam tytuły w formie "coś, coś jeszcze i coś innego", taka forma ciekawie obwieszcza to o czym będę pisać w notce. Swoją drogą dawno nie pisałam, więc wypadałoby wreszcie coś dodać. Poza tym. 30 wejść! Mój osobisty sukces :3 Dziękuję ♥
Wracając do tytułu, *ekhem*
We wtorek byłam sobie z dziadkiem w empiku po mój spóźniony prezent imieninowy (19.01) tak go nazwałam wracając do domu, bo w sumie nie do końca tak miało być ;) Miało być tak, że kupię sobie jedną książkę, bądź dwie za swoje własne pieniądze, ale kiedy weszłam tam z dziadkiem i przyniosłam książki, które bym chciała, to on zapytał co tak mało. Ja taki zonk, "dziadek no co ty dajesz, nie mam tyle hajsu" no ale poszłam i przyniosłam więcej książek, (7 jeśli chodzi o ścisłość). Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym "skoro kazałeś więcej, to chyba za to zapłacisz prawda?" no spoczko. Poszliśmy do kasy, jak zobaczyłam cenę.. wiecie co, pomińmy temat ceny, o takich rzeczach etykieta każe nie mówić. Powiem tylko że baaaardzo przekroczyła mój własny planowany książkowy budżet. No ale jak dziadziu nalega :). W każdym razie, jak już z empika wyszliśmy, stwierdził że to mój prezent od nich na imieniny. Kochany ♥ (Oczywiście na mojej liście książek do kupienia są kolejne aktualizacje, ale znowu będę na nie sama zbierać)
Wśród perełek które kupiłam znalazły się

  • Papierowe Miasta - John Green
  • Gwiazd Naszych Wina - John Green
  • Pamiętnik Narkomanki - Barbara Rosiek
  • Zostań jeśli kochasz - Gayle Forman
  • Złodziejka Książek - Markus Zusak
Tej ostatniej pozycji dotyczy trzecia część tytułu. Złodziejkę próbowałam czytać już dużo wcześniej w angielskiej wersji w PDF'ie, ale jakoś mi nie szło nie wiem czemu, (hmm. może dlatego, że do czytania książek trzeba mieć angielski na wyższym poziomie niż powiedzieć, że pogoda jest ładna, a kot jest biało czarny?) potem próbowałam ją przeczytać w polskiej wersji, wciąż w PDF'ie, ale na to nie miałam czasu, a nie chciałam wyglądać na taką burżujkę, że chodzę wszędzie z tabletem, który tak de facto, nie jest mój. Ałć. 
No ale dalej, wreszcie kupiłam ją w normalnej książkowej wersji! I wreszcie mogę ją do końca przeczytać! (Postęp: 201 str/492 str) 
A jeśli chodzi o moje umieranie, to chodzi o to, że jestem chora i czuję się tak okropnie, że nic tylko umierać ♥ ale mam jeden plus mojego umierania i leżenia w łóżku zakatarzona, z bólem głowy i brzucha. Jaki? Mogę sobie w świętym spokoju poczytać, co za chwilę będę robić :3
Notka wydaje się być dosyć długa i wiem że większości z was nawet nie będzie się chciało czytać jej do końca (wiem bo mnie samej by się nie chciało), ale i tak dzięki, że chociaż próbujecie :) (o ile próbujecie). 
Może w następnej notce, (o ile będę umiała) wstawię jakąś koślawą recenzję Złodziejki Książek :) 
A jak na razie, to wracam do czytania.
Żegnam się ;3

czwartek, 8 stycznia 2015

Powrót do rzeczywistości, zderzenie z ziemią i 4 na semestr.

Siemka,
Jak się zapewne wszyscy domyślają, powrotem do rzeczywistości jest szkoła. Nie dam żadnej minki, bo wcale się z tego nie cieszę, a bólu i żalu nie da się wyrazić żadną emotikonką. Zderzeniem z ziemą była kartkówka z biologii zaraz po powrocie do szkoły na 3 lekcji. No jak miło :)
I o ile wspomniałam o biologii, to 4 na semestr będę mieć z niemieckiego. Jędza powiedziała wczoraj, że jeśli napiszę zaległy sprawdzian na 5 to będę mieć tę pierdzieloną 5 na koniec. Jako że mi zależy i że jestem dobrym dzieckiem i grzecznym oczywiście, to sie k*rwa uczyłam tak. Całą noc się k*rwa uczyłam. Następnego dnia w szkole, na chyba 4 lekcji miałam niemiecki, i byłam super przygotowana. WSZYTKO SZLAG TRAFIŁ. Jędza dała mi inny test :)
Gdybym pisała tylko ja, to oczywiście nie miałabym pretensji tak, bo miała prawo, tyle ze razem ze mną pisały 4 inne osoby. Super, że one dostały sprawdzian na jedną kartkę, do tego same zamknięte zadania (no te na a, b, c co można wszystko strzelać), a ja dostałam 3 kartki zadań otwartych (w ciul pisania). Uwielbiam tę nauczycielkę. Oczywiście nie, że sie nie umiem odezwać, bo zapytałam dlaczego mam inny test. "Bo tak" - jeśli nauczyciel odpowiada ci w ten sposób, znaczy że masz już się zamknąć, bo jego to nie obchodzi i ciebie też nie powinno <3
Wielbię naszą szkołę.

A z trochę innych spraw.
Mamy styczeń! A to oznacza ulubieńców miesiąca. Nie, nie będzie ich teraz, zrobię taką notkę może jutro ew. w weekend.
Na razie, przekażę tylko tyle że zabrałam się za "Książkowe wyzwanie 2015" :)
Można się spodziewać, że jako ja, nie będę zadowolona z 27 wyzwań, więc wydrukowałam sobie dwa wyzwania książkowe :)
 Powiększcie to sobie, bo tak to mało co widać w sumie.


W każdym bądź razie wypełniłam już kilka zadań z tego czyli:
•Książka, której akcja rozgrywa się w Boże Narodzenie : "W Śnieżną Noc" ~ John Green 
•Książka na podstawie której powstał film : "Gwiazd Naszych Wina" ~ John Green
•Książka z numerem w tytule : "19 razy Katherine" ~ John Green

I jak na razie to tyle ;) Jak można się chyba domyślić John Green to mój ulubiony autor, uwielbiam jego książki. Pisze w bardzo młodzieżowym stylu i łatwo się to czyta, a tym samym jego książki mają świetną fabułę <3

Spadam, bo chemia. Pa :)