Menu

wtorek, 21 lipca 2015

Ryucon 2015 czyli jak pytać przypadkowych ludzi o drogę?

Tym razem nie będzie potrójnego tytułu, w tej notce skupię się tylko na jednym wydarzeniu, które niby było planowane, a niby wypadło całkiem przypadkowo.
Może najpierw czym tak właściwie jest Ryucon. Jest to spotkanie miłośników i sympatyków kultury japońskiej czyli po prostu konwent. To takie miejsce gdzie spotykają się wszyscy fani Mangi i Anime.
Od czerwca planowałam tam jechać, aczkolwiek moje plany były nie do końca pewne mimo tego że miałam już opłaconą wejściówkę i zarezerwowane miejsce na sleep roomach. Tydzień przed konwentem były bardzo niskie szanse, że tam pojadę, mogę się nawet pokusić o stwierdzenie że były zerowe. W każdym razie, w dniu konwentu gdzieś tak koło 14 dowiedziałam się, że jednak jadę i to nie sama, a z bratem :) Wróciliśmy do domu i miałam dosłownie 20 minut żeby się spakować. Zdążyłam na autobus o 16:30 z przesiadką w Zawierciu. Autobus przesiadkowy odjeżdżał z Zawiercia o 17:04, a ja miałam tam być o 17:20 więc troche nie fajnie. Zapowiadało się, że będę czekać godzinę na kolejny autobus do Krakowa. Zbieg okoliczności że przyjechałam do Zawiercia o 17:18, a autobus przesiadkowy spóźnił się o 15 minut i był o 17:19. Cudem zdążyliśmy i razem z bratem koło 17:20 byliśmy już w drodze do Krakowa.
Wysiadaliśmy na dworcu głównym, oczywiście nie obyło się bez wizyty w Galerii Krakowskiej i odwiedzenia kfc...
Na miejsce całego eventu zebraliśmy się gdzieś koło 19 i w tym miejscu zaczynają się schody.
"Gdzie mamy dojechać?", "Którym autobusem?", "O której jedziemy?", "Na którą mniej więcej tam będziemy?", "Są tam jakieś sklepy w ogóle?", "Gdzie w ogóle to jest?" = NIE WIEM.
Mój brat nagle okazał się być świetny w denerwowaniu mnie głupimi pytaniami. Nie żeby przez całe życie było odwrotnie. Pomocny okazał się kolega, którego X miesięcy temu poznałam przez internet, a który jest właśnie z Krakowa. Wysłał mi zdjęcie całej trasy z jakiejś strony internetowej. Dzięki temu brat przestał zadawać pytania, a ja mniej więcej wiedziałam, w który typ miejskiej wsiąść.
Kiedy jeszcze było napisane, na którym przystanku i w który tramwaj/autobus/kij wie co wsiąść, to było dobrze. Później kiedy trzeba było zacząć iść zaczęły się problemy. "Przepraszam Panią bardzo, w którą stronę należy iść żeby dojść na ulicę xxx ileś tam?" - to było moje podstawowe pytanie, ponieważ mój brat wlókł się za mną i narzekał na ból pleców i na to, że będzie mu się tam cholernie nudzić.
Na Ryu dotarliśmy mniej więcej na 20-21. Od razu pierwsze kogo zobaczyłam to moje dobre znajome z Częstochowy (Z tego miejsa serdecznie pozdrawiam i przepraszam za tyle kłopotu ;-; )
Kolejki do biletów praktycznie nie było (no może ze 4 osoby), więc akredytacja przeszła dosyć gładko. Zaraz potem ogarnęliśmy swoje sleeproomy i mogłam już ruszać na wystawy. Mój brat dostał w ręce informator, a następnie okazało się że całą noc go nie było, bo miał swoje zajęcia, panele itp i jednak znalazł sobie coś co go zainteresowało :)
Cały konwent minął mi po prostu zajebiście, mimo tego, że nie odwiedziłam ani jednego panelu. Spotkałam Dema (kolejny konwent, kolejne komiksy), kupiłam sobie przypinki, mangę i zjadłam pizze z najlepszymi osobami :)
Widziałam się ze starymi znajomymi z Magnificonu, a przy okazji osobę, którą tam poznałam i bardzo mi się podobała, ale nie miałam wtedy zbytniej odwagi żeby coś z tym zrobić. Na Ryu poznałam  świetnych ludzi np. Vivid Cosplay, Konewa Cosplay oraz Najlepszą ekipę z Magi ever <3
Spotkałam również osobę, która również mi się podoba, a na samym początku wykazywała zerowe zainteresowanie moją osobą, nawet w sumie mało rozmawialiśmy, ale po konwencie jakoś tak nam się częściej to zdarza :)
Mam bardzo dużo zdjęć z Ryu, aczkolwiek jeszcze większość z nich do mnie nie dotarła, co wkrótce mam nadzieję, że się zmieni :)
Jeśli miałabym oceniać ten konwent to będzie to takie 9/10 - brakowało tego CZEGOŚ. Nie wiem czego, ale czegoś na pewno.
Jak już piszę, to w sumie chcę podziękować paru osobom za uczynienie tego konwentu najzajebistszym na świecie.
*Adzi, najlepszą Kougyoku jaką widziałam <3
*Ewie, która zrobiła genialną Yamu (Ps. Dzięki za naukę ze SAO) :*
*Soni, za bycie moim pieskiem/kotkiem i bff który nosił mnie na sesji <3
*Misi, która była moją naj Morgianą ever (i też nosiła mnie na sesji xD )
*Alicji, za zrobienie cudnej Luki z niteczką xD
*Gosi, za tego Badou któremu plotłam kłosa <3
*Kasi i Marcie, za to, że w ogóle zaproponowały mi żeby jechać na Ryu i zrobić cosplay z Magi
*Damianowi, za wszystko i za nic :)
*Ludziom z eurobiznesu. Dzięki, że mój brat zniknął na całą noc!
*I wszystkich, których spotkałam, ale nie wymieniłam (Przebaczcie, alzhaimer się objawia ;-;)
To tyle jeśli chodzi o konwent,
Do następnej :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wakacje, Katowice i wyjazdy

Ogólnie jeśli tak zaczynać, to przepraszam, ale strasznie długo mnie tu nie było. Umówmy się, że nie będę pisać notek z przymusu, ani jakoś regularnie, po prostu wtedy kiedy najdzie mnie ochota, to napiszę :)
Simply.
Do rzeczy, wakacje się zaczęły, szał ciał i w ogóle. Pomijam pogodę, która chyba nie do końca wie, który miesiąc tak właściwie mamy, no bywa...
Nie mam pojęcia co zamierzam robić w te wakacje. Mam niby parę wyjazdów, ale zwykle tylko max 4 dni więc będę mieć dużo czasu na spanie i opierdalanie się.
Jedyną rzeczą, która się w moim życiu zmieniła to szkoła czyli Katowice :) Zostałam przyjęta do tego liceum, do którego tak cholernie bardzo chciałam się dostać. Wieść ta dotarła do mnie kiedy jadłam obiad na obozie muzycznym w górach (Więcej o tym opowiem potem). Siedząc przy stole zadzwonił telefon i zostałam poinformowana przez moją Madre, że przyjęli mnie do szkoły. Z miejsca zaczęłam się drzeć i płakać jednocześnie, lata praktyki darcia mordy wreszcie się przydały.  Przyjęli mnie w sumie cudem bo miałam tylko o 4,70 punktów więcej niż wynosił próg punktowy. Zabawnie :')
Ogólnie to nie mogę się doczekać, aż dostanę wszystkie książki itp. Ta niepewność czy sobie tam w ogóle poradzę dobija. Ale mam również świadomość, że mam obok siebie osoby, które wierzą w to że nie dam sobie tam wejść na głowę :)
Dobra, to teraz o tych nieszczęsnych obozach muzycznych. Nie ma co tu dużo mówić w sumie. Miałam zajebiste osoby w pokoju, i ogólnie było cudownie. Pogoda wakacyjna, basen przed schroniskiem = idealnie <3
Dlaczego muzyczne? A no dlatego, że jestem bardzo do muzyki przywiązana, a na takim obozie mogę zapisać się na naukę dowolnego instrumentu. W tym roku był wokal i gitara elektryczna (Umiem zagrać początek z Guns n' Roses - Sweet Child O Mine). Oprócz zajęć z instrumentami mamy wycieczki różnego typu np. do muzeum Żywca.
Nie ma tam zasięgu więc nie można codziennie męczyć kogoś 4h przez telefon. Jedyna forma takiej komunikacji to jeśli rodzice/ktokolwiek inny zadzwoni do Ciebie na numer stacjonarny ośrodka :)
Internet jest, dlatego od czasu do czasu można wejść na fb lub ściągnąć sobie jakąś muzykę.
Takie coś jest po prostu cudowne i serio polecam każdemu pojechać chociaż raz :)
To w sumie wszystko co chciałam wam powiedzieć aktualnie.
Soo, do przeczytania w następnej :)))